Monday, 28 July 2014

28/07/2014


Czasami zapominamy o tym, że bariery naszego postrzegania innych ograniczają nie ich, ale nas samych.

Sometimes we forget, that boundries of how we perceive others limit no one, but ourselves.

// I've changed my instagram&twitter username, you can find me on both as @AlicjaPapaj
// Zmieniłam nazwę na instagramie i twitterze, teraz możecie mnie znaleźć na obu jako @AlicjaPapaj


Sunday, 13 July 2014

Why do people get summertime sadness


Panna Del Rey już jakiś czas temu wszystkim nam w pewien sposób zaprezentowała aspekt wakacyjnej melancholii. Dziś chciałabym spojrzeć na to trochę szerzej. Skąd ona się bierze? Sądzę, że wywołujemy ją my sami, a może widmo przeszłych nas. Nas, karcących samych siebie za to, że zamiast pływać w morzu, wspinać się na drzewa czy wdychać zapach świeżo skoszonej trawy, jedyne w czym pływamy to kartony po pizzy, wspinamy się na kanapę i wdychamy odpaloną z wielkim wysiłkiem świeczkę o leśnym zapachu, bo jesteśmy zbyt leniwi żeby naprawdę ruszyć tyłek i wybrać się do lasu. Jesteśmy na siebie źli, bo w naszych oczach inaczej wyglądało to wszystko jeszcze parę tygodni temu. Ale nie chodzi tylko o to, że się zawiedliśmy na sobie. Boimy się. Boimy się siebie samych za jakiś czas, jedną nogą na szkolnych schodach, patrzących wstecz i z rozżaleniem stwierdzających, że mogliśmy jednak od czasu do czasu zamienić kartony po pizzy na trochę bardziej pierwotne otoczenie drzew. W tym momencie, właśnie teraz, trzeba kazać zamknąć się zarówno przeszłej i przyszłej sobie. Zamknąć oczy i wziąć głęboki wdech. Uświadomić sobie, że gdy ponownie otworzymy oczy, jedyne co nas otacza i co mamy w dłoni to Dziś. I możemy je tworzyć jakkolwiek chcemy. Warto posłuchać od czasu do czasu wakacyjnych żalów Panny Del Rey, ale tylko po to, by przynajmniej zdmuchnąć tą absurdalną świeczkę o zapachu leśnym.

Przy okazji zapraszam Was na mojego instagrama: @alicedorothyhope ( http://instagram.com/alicedorothyhope/ )
__________________________________________________________________________

Miss Del Rey has already presented us some time ago all the 'summertime sadness' thing. Today I would like to look at it a bit wider. Where does it come from? I believe, we are the ones who cause it. Or maybe it's the ghost of past us. Us, rebuking ourselves for the fact, that instead of swimming in the sea, climbing trees or breathing in the scent of freshly mown grass, the only thing we swim in are empty pizza boxes, we climb the couch and we breathe in the forest scent of a ... candle, because we are too lazy to actually move our bottom and go to the woods. We are mad at ourselves, because we saw everything differently just a few weeks ago. But it's not only disappointment making us feel uncomfortable. We're afraid. Afraid of ourselves in some time, one leg standing on school's stairs, looking back and longingly admitting, that from time to time we could have changed pizza boxes for a little bit more initial surrounding of trees. This moment, right now, we need to tell to shut up to both past and future us. Close eyes and take a deep breath. Realize, that when we open up our eyes again, the only thing that surrounds us and the only thing we have in hands is Today. And we can create it however we want to. Sometimes it's nice to listen Miss Del Rey's grievances, but just to at least blow out this ridiculous forest scented candle.

Kinda off topic, here's my instagram profile if you haven't followed yet: @alicedorothyhope ( http://instagram.com/alicedorothyhope/ )


Saturday, 5 July 2014

Live




Są wakacje. Spędźcie 40 sekund przeglądając zdjęcia do tego posta, jeśli jesteście szybcy to zmieśćcie w tym czasie jeszcze komentarz. Potem wyjdźcie na zewnątrz i wróćcie najpóźniej jak się da. Żyjcie.

It's vacations. Spend 40 seconds scrolling through pictures this post contains, if you're fast maybe you will also manage to write a short comment. Then go outside and come back as late as you possibly can. Live.

Thursday, 19 June 2014

Jean jacket

Odliczamy każdy dzień. Siedząc w ławce i zużywając niesamowite pokłady energii na sprawianie wrażenia pochłoniętych geometrią analityczną czy renesansową wizją świata, spoglądamy z utęsknieniem na zegarek, który częściej jest naszym wrogiem niż sprzymierzeńcem. Czekamy. Coraz częściej wieje ciepły wiatr, a sąsiad wygraża Bogu pięścią, bo rozłożysty kasztan znowu zaczyna rzucać cień na jego balkon, a gołębie szczególnie upodobały sobie jego pojazd jako prywatna kuwetę. Słychać lato nawet wśród wiecznie niezadowolonych sąsiadek - wystarczą 3 minuty w ich towarzystwie by wiedzieć, jak bardzo jest gorąco, tak w razie gdyby komuś zepsuł się w domu termometr. Im bliżej wakacji, tym jesteśmy szczęśliwsi. Tęsknimy za wolnością. Ostatni dzwonek, ostatnia lekcja. A co, kiedy on rozbrzmiewa i możemy już iść, niezwiązani żadnymi obowiązkami? Powietrze z nas uchodzi. Energia, z którą tak skrzętnie przez ostatnie miesiące planowaliśmy podróże i gospodarowaliśmy jeszcze niedanym nam czasem wolnym, gdzieś zanika. Zawsze próbuję sobie wyjaśnić dlaczego. Co jest w tym oczekiwaniu takiego dziwnego i specyficznego, ze jest ono lepsze niż samo przyjście wolnych dni? Oczekiwanie wolności, jej wyobrażenie przerasta samą wolność? Bardzo możliwe. Czekając na nią, możemy sobie wyobrażać ją jak chcemy: jako ucieczki z domu, pływanie w jeziorze czy czytanie książki gdzieś w głębi lasu delektując się swoim własnym towarzystwem. A kiedy przychodzi, zwykle nie jest w stanie sprostać naszym oczekiwaniom. Wakacyjna wolność często cierpi na niską samoocenę, wywołaną 10 miesięcznym oczekiwaniem na coś niezwykłego. Dlatego ja nie czekam. To są moje ulubione dni, na granicy. Na granicy oczekiwania na wolność i tworzenia jej. Tęsknienia za nią i wpadnięcia w jej ramiona. Wtedy czuję wakacje najbardziej: kiedy tak naprawdę jeszcze ich nie mam. Nie mogę być zła, że nie sprostują moim oczekiwania, bo jeszcze nie nadeszły. Ciesze się wolnością, bez oczekiwania od niej czegoś specjalnego. Wakacje nie są najlepszym czasem. Najlepszym czasem nazywam zbiór momentów w których uświadamiam sobie, jak bardzo za nimi tęsknię. Po prostu, bez oczekiwań.

Day after day. Sitting in the classroom and spending huge amounts of energy just to seem like I'm interested in analytic geometry or renaissance worldview, we peek longingly at the clock, which usually is rather our enemy than an ally. We're waiting. Warm wind starts to blow more often and a neighbour threatens God as his balcony becomes completely enveloped in the shadow of a huge chestnut tree and his car gradually changes its purpose into a Pigeons Private Toilet. You can hear summer even among forever upset women living around you - it takes up to 3 minutes talking with them to know how hot it is, just in case someones thermometer has broken. As it's closer to vacations, we get happier. We miss freedom. The last bell, the last period. What happens, when the last bell rings and we are free to go, unbound with any obligations? The air escapes from within. The energy we were using for planning our holiday travels and managing the time we hadn't actually been given yet, is gone. I always attempt to explain why. What is it in this all anticipation, that makes it so much better than holidays? Expecting the freedom, the idea of it is greater than freedom itself? Likely so. Waiting for it, we can shape it and imagine exactly as we want to: as a runaway from home, a night swim in the lake or time spent in the woods alone. And as the freedom comes, it often can't live up to our expectations. Holiday freedom suffers from low self-esteem, triggered by ten months long anticipation for something amazing. That's why I don't expect. Those are my favourite days, on the border. On the border of waiting for freedom and creating it. Missing it and falling into its arms. That's when I feel vacations the most: when they haven't started yet. I can't be mad, that they're not good enough. I enjoy freedom, without expecting too much from it. Holidays aren't the best time. The best time - I call that the collection of moments when I realize, how much I need my freedom. Just like that, with no expectations.

Saturday, 31 May 2014

Jak być dobrze zorganizowanym? 5 porad

Chyba każdy raz na jakiś czas ma wrażenie, że w dobie wcale nie ma tych 24 obiecanych godzin i czas wylatuje nam gdzieś bokiem. Jeśli zdecydowaliście się przeglądnąć posta o takim tytule, to na pewno Wasz czas na jego czytanie jest ograniczony. Więc dzisiaj krótko zwięźle i na temat:

1. Planuj

Jest to absolutna podstawa, jeśli chcesz zawalczyć z czasem o kilka dodatkowych godzin. Wbrew pozorom, dzień dobrze zaplanowany wcale nie musi być męczący czy nudny. Jeśli pomiędzy obowiązkami uwzględnisz np. półgodzinną przerwę na czytanie gazety czy książki, poczujesz się bardziej zrelaksowana i wrócisz do mniej przyjemnych zajęć ze zdwojoną energią i zapałem. Jeśli planuję dzień, zazwyczaj udaje mi się zazwyczaj "zyskać" około 3 dodatkowych godzin, które (jak każdy uczeń i student wie) w trakcie sesji czy napiętego tygodnia mogą być zbawienne. Do sporządzania planów dnia możesz wykorzystać aplikacje w telefonie (np. Jorte Calendar&Organiser), kalendarze czy listy rzeczy do zrobienia. Mi najlepiej korzysta się z dwóch kalendarzy, jeden od spraw szkolnych, a drugi od wszystkiego innego :)

Saturday, 17 May 2014

TOUS event


Jako że mój blog lajfstajlowym jest, lajfstajlową notkę od czasu do czasu napisać czuję się zobowiązana (szyk nieprawdopodobnieniekonwencjonalnieprzestawny). Tyle tylko, że na mój lajfstajl (jak się trzymać to się trzymać) składają się 2 rodzaje zupełnie skrajnych i niepowiązanych ze sobą dni pod tytułem Za Nudno, Żeby Spać, a ich opozycję stanowią dni Zbyt Dużo Zajęć, By Zrobić Pełny Wydech. I dziś mam dla Was relację z dnia kategorii Zbyt Dużo Zajęć, By Zrobić Pełny Wydech (muszę pomyśleć nad zmianą nazwy na krótszą).

14 maja 2014 miałam przyjemność uczestniczyć w otwarciu pierwszego w Rzeszowie salonu marki TOUS. Na inaugurację byli zaproszeni rozmaici goście, m.in ambasadorka TOUS w Polsce, Małgorzata Socha. Po oficjalnym otwarciu, w restauracji Oranżeria odbyło się symboliczne afterparty. Miałyśmy okazję porozmawiać w gronie blogerek, a także z wieloma innymi osobami na temat najnowszej kolekcji TOUS, samej marki, a także poopowiadać trochę jak wygląda pisanie bloga.
Samo wnętrze butiku zachwyca klasyką i niewymuszoną elegancją, co wspaniale ukazuje charakter marki. Szczerze zachęcam do zapoznania się z najnowszą kolekcją (która osobiście skradła moje serce) i odwiedzenia salonu w Galerii Rzeszów!

Taking into consideration the fact, that this baby is a lifestyle blog, I feel commited to post here a lifestyle note from time to time. Well, my lifestyle consists of two radical and unrelated  kinds of days. One of them is called Too Boring To Sleep and the second Too Much Tasks To Take A Proper Exhale. And today I've got for you report from a day, categorised as one of Too Much Tasks To Take A Proper Exhale days (I need to think about some new name).

14 May 2014 I had a pleasure to take part in an opening of the first TOUS salon in Rzeszów. For inauguration, there were invited various guests, such as Polish TOUS ambassador, Małgorzata Socha. After the official part, in Oranżeria restaurant took place a symbolic afterparty. We had an opportunity to talk in our blogger group, but also with many other people. We could change views about the newest TOUS collection, the brand itself and also say something about how does being a blogger look like. The interior of salon impresses with class and unforced elegance, what shows the character of TOUS. I really do encourage you to get your hands on the newest collection, which has stolen my heart!

Zdjęcia: Natalia i Judyta, Tadeusz Późniak, Paulina

Tuesday, 6 May 2014

Maxi


Istnieje tylko jedna zasada dotycząca wszelakiego tęsknienia, zapominania, tęsknieniu za zapominaniem czy zapominaniem o tęsknieniu: tęsknota nigdy, przenigdy nie będzie gorsza od przyzwyczajenia się do niej do takiego stopnia, że nie jest już jakąś gorzką anomalią codzienności, lecz zupełnie pozbawioną jakiegokolwiek smaku rutyną.

There is only one rule that applies to all sorts of missing, fotgetting, missing forgetting or forgetting about missing: longing will never be worse that getting used to it to such an extent, that it is no longer some bitter anomaly of everyday life, but completely tasteless routine.